Inspiracje pisarskie – notes, ołówek i żarówka jako symbol pomysłów na pisanie

Z czego czerpię inspiracje? Czyli dlaczego w mojej głowie nigdy nie ma ciszy

Nie jestem jedną z tych osób, które siadają do biurka i mówią: „Dobrze, dziś wymyślę historię.”
U mnie to działa dokładnie odwrotnie. To historie wymyślają mnie.

Czasami pojawiają się jak błysk – w pół zdania, w pół snu, w pół spojrzenia rzuconego w stronę obcej osoby w tramwaju. A czasami… jak Darcy wskakujący do stawu w „Dumie i uprzedzeniu” BBC – zostają w człowieku na zawsze, jako obraz, emocja i coś, czego nie da się już odzobaczyć.

I właśnie wtedy zaczyna się proces, który znam najlepiej: mielenie. Natrętne. Ciche. Nieuniknione.
Tak rodzą się moje inspiracje pisarskie.


Inspiracje pisarskie nie przychodzą wtedy, kiedy je zapraszam

To chyba najbardziej przewrotna prawda o pisaniu: inspiracja nie pyta o pozwolenie.
Nie czeka, aż będę mieć wolny weekend, czystą głowę i herbatę w kubku.

Pojawia się spontanicznie. Czasami we śnie. Czasami w myśli, która wydaje się zupełnie przypadkowa. Innym razem w obrazie, który nagle zaczyna się rozrastać – jakby ktoś wrzucił do głowy ziarenko, a ono w sekundę zmieniło się w gęsty las.

Najczęściej wygląda to tak: pojawia się przebłysk. Potem kolejny. I kolejny. Aż nagle orientuję się, że w mojej głowie istnieje już cała historia. Kompletny świat. Bohaterowie. Emocje. Wątki. Konflikty. Wszystko.

I wtedy zostaje już tylko jedno: spisać.

Brzmi łatwo?
Nie jest.

Bo kiedy historia się pojawia, ona nie chce grzecznie czekać. Ona chce żyć.

Bohaterowie potrafią nie dać spać – i wtedy wiem, że to już poważne

Są takie opowieści, które przychodzą na chwilę. Jak zachcianka. Jak kaprys.
A są też takie, które robią coś znacznie gorszego.

Zaczynają mówić do człowieka tak intensywnie, że przestajesz mieć wybór.

Tak właśnie było z moją książką „Pod cieniem tajemnic”. Bohaterowie tak bardzo chcieli żyć, że opowiadałam o nich wszystkim, jakby byli prawdziwi. Jakby siedzieli obok mnie w kuchni. Jakby mieli swoje życie, problemy, sekrety i plany.

W pewnym momencie moja mama zaczęła traktować Polę… jak moją córkę.
To było dziwnie wzruszające. I piękne. I trochę bolesne, bo dziś żałuję, że nie zdążyłam zdradzić jej wszystkich zakończeń, które noszę w sobie. Naprawdę liczyłam, że zdąży to przeczytać.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak zaczęła się ta historia, możesz zajrzeć tutaj

To jedna z tych opowieści, które nie powstały z planu. One powstały z przymusu.

I właśnie dlatego moje inspiracje pisarskie są tak mocne – bo nie są do końca moje.
One po prostu przyszły.


Życie daje impuls, ale wyobraźnia robi z niego całą historię

Zawsze powtarzam, że inspiruje mnie życie. I nadal się tego trzymam.
Tylko że… trudno mi wskazać jeden konkretny moment, jedną sytuację, jeden dzień, kiedy „to” się zaczyna.

Bo życie działa na mnie jak zapalnik.

Czasem jest to rozmowa. Czasem cudze spojrzenie. Czasem gest. Czasem czyjaś twarz.
A czasem prawdziwa sprawa kryminalna, nierozwiązana, dziwna, niedopowiedziana – taka, która zostaje w głowie i nie chce z niej wyjść.

To nie jest tak, że przepisuję rzeczywistość.
Rzeczywistość daje mi tylko pierwszy impuls.

A potem wyobraźnia bierze to w swoje ręce i robi z tego coś znacznie większego: emocje, dramat, mrok, tajemnicę, a czasami… całą książkę.

To jest mój ulubiony moment. Ten, w którym historia zaczyna się rozwijać sama.

I to właśnie tam, w tym przejściu między prawdą a fikcją, rodzą się najlepsze inspiracje pisarskie.


Śląsk, sentyment i powroty – moje prywatne kopalnie inspiracji

Śląsk jest dla mnie jak studnia, z której można czerpać bez końca.
Mam wrażenie, że mogłabym pisać i pisać historie tylko z tamtych ulic, podwórek i wspomnień.

To miejsce ma w sobie klimat, który działa na wyobraźnię.
Może dlatego, że wszystko jest tam bardziej surowe. Bardziej prawdziwe. Bardziej „z ziemi”.
A jednocześnie pełne symboliki, opowieści, rodzinnych tajemnic, specyficznego humoru i emocji, które nie zawsze wypowiada się na głos.

Jestem sentymentalna. I nie mam zamiaru się tego wypierać.

Lubię wracać do miejsc z mojego życia – nawet jeśli już ich nie ma.
Lubię przywracać je na kartach powieści, bo w książkach można zrobić coś, czego nie da się zrobić w rzeczywistości: zatrzymać czas.

To działa jak osobista podróż. Nie terapeutyczna. Po prostu… prawdziwa.


Muzyka, klimat i sceny, które rodzą się pod jeden utwór

Nie potrafię pisać w ciszy.

Ba.
Nie potrafię się nawet skupić bez muzyki.

Muzyka mnie nakręca, prowadzi, buduje napięcie, wprowadza w emocje. Czasami pod konkretny utwór powstaje cała scena – gotowa, intensywna, kompletna. Jakby ktoś ją wyświetlił w mojej głowie.

Uwielbiam moment, kiedy muzyka nie jest tylko tłem, ale staje się częścią historii.
Niektóre sceny powstają właśnie dlatego, że pojawił się klimat.

Tak jak w „Dumie i uprzedzeniu”.
Jedna dobrze zagrana scena. Jeden obraz. Jedno wejście bohatera. Jedna muzyka.

I nagle człowiek nosi to w sobie latami.

To jest magia.
I to też są moje inspiracje pisarskie.

Mrok, prawda i tematy, które wracają mimochodem

Nie ukrywam: kocham mrok.

Kocham historie, które mają w sobie brutalność ludzkiej natury, niepokój, niewygodne pytania, tajemnice, które rozkładają człowieka od środka.
Uwielbiam, gdy opowieść nie jest grzeczna. Gdy nie daje czytelnikowi komfortu. Gdy coś w nim porusza.

Ale jednocześnie… zaczynam zauważać coś, co mnie trochę niepokoi.

Temat choroby onkologicznej. Leczenia. walki. bezsilności.

Moja mama leczyła się. I nagle uświadomiłam sobie, że zaczęłam podszywać swoje historie tym wątkiem, nawet jeśli nie planowałam. On pojawia się pobocznie. Niewinnie. Jak cień.

I to jest chyba najbardziej fascynujące w inspiracji:
czasami ona nie przychodzi jako pomysł.
Ona przychodzi jako coś, co w człowieku siedzi i czeka.

Nie zawsze to kontroluję.
Czasami po prostu piszę… a potem orientuję się, co tak naprawdę opowiedziałam.

Inspiracje pisarskie przychodzą do mnie w snach – i to one są początkiem wszystkiego

Jeśli miałabym powiedzieć jedno zdanie, które podsumowuje cały mój proces twórczy, to byłoby właśnie to:

Inspirują mnie sny.

Czasami przynoszą obrazy tak intensywne, że rano jeszcze czuję ich smak.
Czasami budzę się z gotową sceną.
A czasami budzę się z uczuciem, którego nie potrafię nazwać – ale wiem, że muszę je zapisać, bo inaczej zniknie.

I to jest chyba najpiękniejsze w pisaniu.

Że historia może przyjść znikąd.
Z ciemności. Z wyobraźni. Z podświadomości.

I nagle człowiek wie, że musi ją opowiedzieć.
Nie dlatego, że chce.
Tylko dlatego, że inaczej się nie da.

Jeśli miałabym podsumować, czym są dla mnie inspiracje pisarskie, powiedziałabym tak:

To nie są pomysły.
To są światy, które domagają się istnienia.

A ja… po prostu daję im miejsce.


Jeśli ciekawi Cię, jak wyglądałby mój idealny twórczy rytuał i dzień, w którym mogłabym pisać bez przerw, chaosu i wyrzutów sumienia, to opisałam to tutaj

One response to “Z czego czerpię inspiracje? Czyli dlaczego w mojej głowie nigdy nie ma ciszy”

  1. […] Jeśli chcesz wiedzieć: Z czego czerpię inspiracje? Czyli dlaczego w mojej głowie nigdy nie ma ciszy – kliknij tutaj. […]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Aga Frank
Privacy Overview

This website uses cookies so that we can provide you with the best user experience possible. Cookie information is stored in your browser and performs functions such as recognising you when you return to our website and helping our team to understand which sections of the website you find most interesting and useful.