Nie będę udawać, że rok nauki brzmiał u mnie jak elegancki plan rozwoju rozpisany w kalendarzu. To raczej był rok, który mnie sponiewierał, a ja – zamiast się położyć i czekać, aż minie – zaczęłam się uczyć. Nowych rzeczy. Nowych rytmów. Nowych granic. I trochę siebie od nowa.
2025 nie był rokiem fajnym. Ale był potrzebnym. I właśnie dlatego warto go nazwać po imieniu.
Rok nauki zamiast roku komfortu
Gdybym miała wskazać jeden motyw przewodni 2025 roku, bez wahania powiedziałabym: nauka. Nie taka z kursów online i ładnych zeszytów, tylko ta wymuszona życiem. Zdrowiem. Zmęczeniem. Koniecznością zmiany.
Ten rok nauczył mnie rzeczy, których nie planowałam się uczyć. Na przykład cierpliwości. Albo tego, że można bardzo chcieć, a mimo to nie dowieźć wszystkiego. I że to boli bardziej, niż się wydaje.
TikTok i ludzie z internetu, których naprawdę się lubi
Jedną z najlepszych decyzji 2025 roku było założenie TikToka. Miał być stricte pisarski, wyszło bardziej czytelniczo-pisarsko — i bardzo dobrze. Dzięki temu rok nauki stał się też rokiem ludzi.
Zaskoczyło mnie, jak dobra i wspierająca potrafi być społeczność w sieci. Jak można czekać na czyjeś treści. Jak można lubić ludzi, których nigdy się nie spotkało. I jak wiele wartościowych rozmów da się tam odbyć zupełnie bez zadęcia.
To było jedno z tych odkryć, które zostają na dłużej.
Zdrowie, rycerz na białym koniu i trzy sekundy prawdy
2025 był też trudny zdrowotnie. Po drodze trafiłam na jedenastu lekarzy, którzy nie mogli mi pomóc, aż w końcu pojawił się ten jeden — niemal jak rycerz na białym koniu. Zabieg, który miał być robiony w pełnej narkozie na stole operacyjnym, trwał… trzy sekundy. Jedynie w znieczuleniu miejscowym. Guz miał prawie cztery centymetry i na szczęście okazał się niezłośliwy.
To był bardzo filmowy moment. I bardzo życiowa lekcja z serii: czasem rozwiązanie jest proste, tylko trzeba trafić na właściwego człowieka.
Czytanie zamiast pisania (i to, co mnie w tym boli)
Czytałam w 2025 roku dużo. Zdecydowanie za dużo — kosztem pisania. I to jest coś, co mnie uwiera. Nie skończyłam żadnej z pisanych książek. Nie nazwę tego porażką, ale jest mi z tym po prostu przykro.
Wiem, że to element roku nauki. Że wyszłam ze strefy komfortu, uczyłam się nowych rzeczy od podstaw, łapałam inne formy sprawczości. Ale pisanie to ta przestrzeń, w której czuję się najbardziej sobą. I bardzo nie chcę tego znowu odkładać na później.
O tym, dlaczego mimo wszystko warto pisać — nawet bez gwarancji wydania — pisałam już wcześniej w tym tekście:
👉 Czy warto pisać, jeśli nie masz gwarancji wydania?
Zmęczenie, dyscyplina i decyzje na 2026
Największym codziennym wyzwaniem były poranne treningi. Pobudka o 5:30, ćwiczenia na 7:00 — robiłam to regularnie, ale kosztem energii. W 2026 zmieniam strategię: inna forma ruchu, godzina 17:00, mniej eksploatowania się „na zapas”.
Bo jeśli rok nauki czegoś mnie nie nauczył, to na pewno dbania o siebie i o własny mindset. A to jest lekcja, którą trzeba odrobić dalej.
Na szczęście są rzeczy, które chcę zabrać ze sobą: ruch, poczucie dobrze wykonanej pracy, relację z czytaniem — i jedno bardzo krótkie zdanie, które podsumowuje cały ten rok.
Pisz.
Jeśli ktoś chce zobaczyć, co z tego czytania i zapisywania wychodzi po drodze, to zostawiam też link do miejsca, gdzie publikuję swoje historie:
2025 był rokiem sponiewierania. Ale też rokiem nauki.
A z takich lat zazwyczaj wychodzi się mądrzejszym — nawet jeśli trochę poobijanym.

Leave a Reply