Kiedy nie piszę – moje sposoby na odpoczynek i reset

Kiedy nie piszę, czyli rzeczy, które robię, gdy nie stukam w klawiaturę.

Są dni, kiedy słowa nie płyną. Nie dlatego, że ich nie ma — bo są zawsze — ale dlatego, że trzeba im dać oddech. Ustąpić miejsca ciszy, przyjemnościom, innym formom bycia. Dziś, z okazji 29 września, czyli Dnia Głośnego Czytania, pomyślałam, że opowiem Wam o tym, co dzieje się w moim świecie, kiedy nie piszę. Bo choć pisanie jest dla mnie absolutnie fundamentalne, nie jestem maszyną. Jestem kobietą, która szuka balansu między tworzeniem a życiem. I ten balans wygląda tak:

1. Czytanie – najprostszy azyl

Zanim zaczęłam pisać, byłam czytelniczką. I nadal nią jestem. Gdy nie piszę, sięgam po książki – najczęściej po obyczajówki z wątkiem romansowym. To gatunek, który pozwala mi się zresetować. Lekkość fabuły, emocjonalne zawirowania i to poczucie, że wszystko się jakoś ułoży — właśnie tego mi czasem trzeba. Czytam, by odpocząć, ale nie szukam w cudzych książkach inspiracji. Pisanie i czytanie to dla mnie dwa oddzielne światy.

2. Ręce zajęte, głowa wolna – moje rytuały relaksu

Puzzle. Rysowanie. Haftowanie. Modelarstwo. Kolorowanki. To wszystko robię z autentyczną przyjemnością. Najbardziej relaksują mnie puzzle — czuję wtedy, jak głowa odpoczywa, a świat zwalnia. Nie potrzebuję ciszy, inspiracji ani towarzystwa. Potrzebuję kontaktu z czymś manualnym. Złożeniem czegoś z kawałków. Zobaczeniem, jak coś powstaje bez pośpiechu, bez deadline’ów. Tylko dla siebie.

3. Ruch, pies, natura i reformery

Spaceruję. Mam psa, więc spaceruję często – z obowiązku i przyjemności. Czasem zmęczona, czasem zafascynowana światem dookoła. Do tego dochodzą regularne treningi z trenerką personalną i moje ukochane zajęcia pilatesu na reformerach. Nie robię tego, by schudnąć, zmienić się czy coś sobie udowodnić. Robię to, bo moje ciało to ja. Bo chcę o siebie dbać. To moja forma czułości dla samej siebie.

4. Czas dla ludzi i czas dla siebie

Uwielbiam rozmowy z bliskimi. Nie muszą być długie ani głębokie – wystarczy obecność. A najlepiej, gdy można ją dzielić w pięknym miejscu, gdzieś na łonie przyrody. Czas spędzony wspólnie, ale bez planu, presji, pośpiechu – to mój luksus.

A gdy jestem sama? Potrafię po prostu leżeć w ciemności, wpatrywać się w sufit i pozwalać myślom płynąć. Czasem czuję się tak przebodźcowana, że to jedyne, na co mnie stać – i to wystarcza. Medytuję coraz rzadziej, ale marzy mi się powrót do regularnej praktyki.

5. Egoizm? Nie. Pozytywna troska o siebie

Nie gotuję. Nie sprzątam dla relaksu. Ale robię mnóstwo rzeczy, które służą tylko mnie: codzienna pielęgnacja, zadbanie o mindset, nauka, rozwój. Moja terapeutka mówi, że mam w sobie „pozytywny egoizm” – i może coś w tym jest. Bo naprawdę umiem o siebie zadbać.

A pisanie? Czasem schodzi na drugi plan. Ale nigdy nie znika.


Dzisiaj, z okazji Dnia Głośnego Czytania, zapraszam Cię na mój TikTok

gdzie przeczytałam fragment swojej książki „Niewidzialne sieci”. Jeśli chcesz poznać bohaterów bliżej, zajrzyj na mój Wattpad

gdzie możesz przeczytać powieść za darmo. Więcej informacji o książce znajdziesz również we wpisie: „Niewidzialne sieci” – o książce

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Aga Frank
Privacy Overview

This website uses cookies so that we can provide you with the best user experience possible. Cookie information is stored in your browser and performs functions such as recognising you when you return to our website and helping our team to understand which sections of the website you find most interesting and useful.