cena ambicji – surrealistyczna ilustracja kobiety stojącej na złotej formie nad głową, symbol marzeń, wyobraźni i tworzenia

Dlaczego nie przestaję? Cena ambicji, o której nikt nie mówi

Nie dlatego, że „muszę”. Nie dlatego, że ktoś czeka. Nie dlatego, że już zainwestowałam zbyt wiele, żeby się wycofać. Nie przestaję, bo na dziś nie istnieje nic, co mogłoby przyćmić potrzebę tworzenia. Pisanie nie jest dla mnie heroiczną walką ani romantyczną misją. Jest bardziej jak cukier — możesz udawać, że nie masz ochoty, możesz się zajmować czymś innym, ale gdzieś z tyłu głowy i tak wraca impuls, który mówi: zrób to, a poczujesz ulgę. Tworzenie uzależnia, bo daje natychmiastową nagrodę — poczucie sensu, wyrzut endorfin, chwilę absolutnej obecności. Bez wiary, że to wszystko ma sens, trudno byłoby odcinać się od świata, rezygnować z czasu dla bliskich i zamykać w samotności z własnymi myślami. Ale ta wiara istnieje, więc nie przestaję.

Pisanie nie jest walką — jest potrzebą

Nie uważam się za osobę, którą pisanie ratuje ani niszczy. Ono po prostu jest częścią mnie, jak temperament czy poczucie humoru. Mogłabym bez niego żyć — świat by się nie zawalił, rachunki nadal trzeba byłoby płacić, codzienność nadal miałaby swoje rytuały — ale nie chcę. To kluczowa różnica. Pisanie nie jest jedyną możliwą drogą, jest wybraną drogą. Nie było momentu dramatycznego „albo to, albo nic”. Nie było też momentu, w którym byłam o krok od rzucenia wszystkiego. W moim słowniku słowo „porażka” praktycznie nie istnieje, bo nie uzależniam swojego być albo nie być od wydania książki. Jeśli nie zostanę wydana, nie siądę i nie będę płakać. Będę robić dalej swoje, bo to „swoje” jest ważniejsze niż jakikolwiek zewnętrzny efekt. Najbardziej przeraża mnie nie możliwość niepowodzenia, ale myśl, że mogłabym nigdy nie spróbować. Że mogłabym przeżyć życie, wiedząc, że stałam w miejscu, zamiast sprawdzić, jak daleko mogę dojść.



Ambicja jako miecz obosieczny

Ambicja buduje i niszczy jednocześnie. Daje poczucie sensu, ale też permanentny niedosyt. Bez niedosytu nie byłaby ambicją, tylko samozadowoleniem. To ona każe pracować, kiedy inni odpoczywają, planować, kiedy inni odpuszczają, i patrzeć dalej, kiedy większość uznaje, że „wystarczy”. Jednocześnie to ona zabiera czas — ten najcenniejszy, który mogłabym poświęcić bliskim, spokojowi, zwykłemu byciu. Cena ambicji nie polega na tym, że coś się nie udaje. Polega na wyborach. Na tym, że nie da się mieć wszystkiego naraz i trzeba decydować, co dziś jest ważniejsze. Nie zazdroszczę ludziom, którzy mają czas na pisanie, bo ich życie wygląda inaczej. Bardziej współczuję tym, którzy żyją bez marzeń i planów. Ambicja to ciężar, ale też paliwo. Bez niej można żyć spokojniej, tylko czy na pewno szczęśliwiej?

Nie robię tego wbrew sobie — robię to, bo chcę

Nie piszę, żeby coś udowodnić światu. Nie piszę z przekory ani z potrzeby buntu. Piszę, bo to lubię. Jeśli kiedyś zostanę wydana i czytana, pomyślę o tej dziewczynce, którą kiedyś byłam — zawstydzonej, zakompleksionej, niewidzialnej — i zrobi mi się ciepło na myśl, że gdzieś po drodze przestała się bać. To nie jest zemsta na przeszłości ani próba naprawienia życia. To raczej czułość wobec samej siebie. Czasem mówi się, że twórcy są nienormalni, że nie potrafią zadowolić się tym, co mają. Ja jestem normalna. Chcę tego, co wszyscy ludzie — tylko bardziej. Więcej sensu, więcej intensywności, więcej możliwości. Ambicja nie jest chorobą, jest wyborem stylu życia.

Strach istnieje, ale nie decyduje

Boje się, że kiedyś zabraknie mi sił. Boję się przemijającego czasu i tego, że mogłabym być dalej, lepiej, szybciej. To jeden z najbardziej bolesnych elementów bycia osobą piszącą: poczucie, że rozwijasz się, ale niekoniecznie w tempie, którego oczekujesz. Z zewnątrz wygląda to jak stagnacja, od środka — jak nieustanna praca. Jednak strach nie decyduje o kierunku. Decyduje wiara w sukces. Nie w sensie naiwnego przekonania, że „na pewno się uda”, ale w sensie świadomego budowania: pracuję, uczę się, idę do przodu i nie wstydzę się tego. Jeśli coś ma się wydarzyć, wydarzy się dlatego, że na to zapracowałam, a nie dlatego, że miałam szczęście.

Dlaczego naprawdę nie przestaję

Bo na dziś nie ma nic, co byłoby ważniejsze od tych historii, które chcą wyjść na wolność z mojej głowy. Jeśli kiedyś pojawi się coś, co je przyćmi, być może przestanę — ale wtedy to nie będzie porażka, tylko naturalna zmiana kierunku. Na razie jednak pisanie daje mi coś, czego nie daje nic innego: poczucie, że robię dokładnie to, co powinnam robić. Nie dlatego, że ktoś mnie do tego wybrał, tylko dlatego, że sama wybrałam tę drogę i codziennie ją potwierdzam. Sukces jest celem, ale nie jedynym powodem. Prawdziwym powodem jest to, że nie chcę żyć w połowie. A pisanie, ze wszystkimi kosztami, samotnością i niedosytem, jest dla mnie sposobem na życie w pełni. Dlatego nie przestaję.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Aga Frank
Privacy Overview

This website uses cookies so that we can provide you with the best user experience possible. Cookie information is stored in your browser and performs functions such as recognising you when you return to our website and helping our team to understand which sections of the website you find most interesting and useful.